Dzien podrozy 232-251
Po powrocie z Machu Picchu potrzebowaliśmy jeszcze jednego dnia na uzupełnienie zapasów prowiantu i ustabilizowanie pracy układów trawiennych naszych organizmów. Chcieliśmy ruszyć w stronę Juliaki – miejscowości położonej niedaleko jeziora Titicaca , gdzie oczekiwał na nas kolejny 'Amigo’ z warmshowersów. Z Cusco do Juliaci wiedzie droga – jedna z główniejszych w kraju – około 350 km, wyasfaltowana, z szerokim poboczem, jednak współdzielona z ciężkim ruchem tranzytowym.

Lepiej rowerem niz piechota
Ruszyliśmy więc, pierwsze dni nadzwyczaj spokojnie – po ponad miesięcznej przerwie od intensywnego pedałowania musieliśmy się na nowo przyzwyczaić do siodełek .. i podjazdów. Kolejne dni wyglądały dość podobnie: trzy – cztery godziny podjazdu, jedna godzina na pokonanie przełęczy/szczytów, zjazd, parę kilometrów płaskiego – pokonywane w różnej kolejności. Nocowaliśmy w gospodach zawsze wybierając tę najlepszą (bo jedyną) w wiosce, lub w namiocie – jeśli nie było takowych. W miarą oddalania się od głównej drogi pokonywane przełęcze były coraz wyższe, drogi coraz gorsze i mniej uczęszczane, a mijani ludzie (i lamy) z coraz większym zdziwieniem (ale zawsze pozytywnie) reagowali na parę gringosów na rowerach. A to wszystko w otoczeniu tak pięknych okoliczności natury, ze nawet nie będę próbował ich opisywać (patrz zdjęcia poniżej). Przełomowym momentem było dla nas pokonanie odcinka Mangui – Macara.

Mozny poranek na 4300
Z Juliaci odwiedziliśmy Puno i jego główną atrakcję – pływające wyspy Uros. Była to jednak jak wizyta w żywym skansenie gdzie wszystko jest przygotowane by oczarować turystę. Dlatego ta wycieczka nas nie zachwyciła.

Rodzina na wyspie Uros czeka na turystow
przebytych kilometrów rowerem:
766/6153 (w dniach opisanych powyżej/łącznie)

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.